Jako mama dwóch córek często spotykam się z pytaniem: „Dawać kieszonkowe czy nie?”. Z jednej strony chcemy nauczyć dzieci samodzielności, z drugiej – boimy się, że pieniądze przewrócą im w głowach, a my wychowamy małych materialistów.

W poprzednim artykule pisałam o tym, jak w ogóle zacząć rozmawiać z dzieckiem o finansach. Dziś zrobimy drugi krok. Przejdziemy od teorii do praktyki, bo nic nie uczy tak dobrze, jak własne doświadczenie.
Kieszonkowe to nie prezent – to najważniejsza lekcja przedsiębiorczości, jaką możesz dać swojemu dziecku w domu. Przyjrzyjmy się trzem modelom kieszonkowego i sprawdźmy, który z nich sprawdzi się najlepiej w Twojej rodzinie.
Model 1: Stała „pensja”, czyli kieszonkowe bezwarunkowe
To najpopularniejsze podejście. Ustalacie z dzieckiem, że co tydzień (u młodszych dzieci) lub co miesiąc (u nastolatków) otrzymuje konkretną kwotę. Niezależnie od ocen czy zachowania.
Dlaczego to działa?
Ten model świetnie uczy zarządzania budżetem w czasie. Dziecko wie, że jeśli wyda wszystko w poniedziałek na słodycze, to do piątku będzie „bankrutem”. To bezpieczna przestrzeń na popełnianie pierwszych błędów finansowych, które bolą mniej niż w dorosłym życiu.
Jakie są zagrożenia?
Ryzyko postawy roszczeniowej. Dziecko może uznać, że pieniądze po prostu mu się należą „za bycie”, co nie do końca oddaje realia dorosłego rynku pracy.
Model 2: Płatne zadania
W tym modelu nie ma nic za darmo. Dziecko otrzymuje pieniądze tylko wtedy, gdy wykona określoną pracę.
Dlaczego to działa?
To twarda szkoła ekonomii, która uczy prostej zależności: praca równa się wynagrodzenie. Buduje to szacunek do pieniądza i motywuje do działania.
Pułapka płacenia za obowiązki domowe
Istnieje ogromna kontrowersja dotycząca płacenia za codzienne obowiązki domowe, takie jak sprzątanie pokoju, wynoszenie śmieci czy ścielenie łóżka.
Jeśli zaczniesz płacić dziecku za wyniesienie śmieci, wprowadzasz relację rynkową tam, gdzie powinna być relacja wspólnotowa. Co zrobisz, gdy pewnego dnia dziecko powie: „Mamo, mam jeszcze 50 złotych z urodzin, dzisiaj nie wyniosę śmieci, bo nie potrzebuję zarobić”?
Obowiązki domowe wynikają z faktu bycia domownikiem, a nie pracownikiem.
Model 3: Rozwiązanie Hybrydowe – Złoty środek
To rozwiązanie, które rekomenduję najczęściej podczas warsztatów. Łączy ono zalety obu poprzednich systemów i eliminuje większość ich wad.
Jak to działa w praktyce?
1. Podstawa (stała kwota): dziecko otrzymuje niewielką, stałą kwotę (np. tygodniówkę). Jest ona swoistym „dochodem podstawowym”, który pozwala mu planować drobne wydatki i uczy gospodarowania.
2. Premia (ekstra zlecenia): dziecko ma możliwość „dorobienia” do kieszonkowego, wykonując dodatkowe zadania, które nie są jego codziennymi obowiązkami.
Przykłady zadań „ekstra”:
- umycie samochodu rodziców,
- prace w ogrodzie (grabienie liści, koszenie trawy),
- pomoc przy porządkowaniu piwnicy/garażu.
Dzięki temu modelowi dziecko ma poczucie bezpieczeństwa (stała kwota), ale wie też, że większe marzenia wymagają dodatkowego wysiłku.
Ile dawać i kiedy zacząć?
Nie ma jednej, idealnej kwoty. Wysokość kieszonkowego powinna być powiązana z wiekiem dziecka i jego realnymi potrzebami. Dobrym momentem na start jest początek szkoły podstawowej, kiedy dziecko zaczyna rozumieć, że pieniądz jest narzędziem wymiany i potrafi już liczyć.
Kwota powinna być na tyle duża, by dziecko mogło sobie coś kupić (np. lody, komiks), ale na tyle mała, by musiało wybierać i czasem z czegoś zrezygnować. Pamiętaj, że celem jest edukacja. Pozwól dziecku wydać całe kieszonkowe na „głupoty” w pierwszy dzień. To cenna lekcja, której nie zastąpi żaden wykład.
Co dalej?
W kolejnym artykule podpowiem, jak radzić sobie z dziecięcymi zachciankami, jak rozróżnić je od realnych potrzeb i jak uczyć mądrego robienia zakupów, by nie wpaść w pułapkę konsumpcjonizmu.
Sprawdź, czym jest i jak działa Goldsaver

